Od kilku dni (jak nie tygodni) nie jem, nie śpię, nie mam na nic czasu i chodzę jak zombie. No dobra z tym nie spaniem i jedzeniem trochę przesadziłam, ale to nie zmienia faktu, że żyję tylko tematem naszej przeprowadzki, remontem, realizowaniem wystroju wnętrz, załatwianiem spraw papierkowych, kablówki, internetu i innych potrzebnych do życia rzeczy. W sobotę przywożą nam już meble, więc jeśli wszystko dobrze pójdzie to już w ten weekend będziemy mieszkać w nowym miejscu. :) Cieszę się, ale też trochę czuję presję. Dlaczego? Bo jeszcze nie załatwiłam wszystkich dekoracyjnych gadżetów, jakie bym chciała. Niby to drobnostka, ale zależy mi aby było idealnie, np. Mariusz marzył o wielkim akwarium z rybkami więc muszę się sprężyć i jakieś ciekawe znaleźć, bo fajnie by było zrobić mu taki prezent. Więc od dziś, przez kolejne kilka dni, wszystkie sklepiki z "pierdółkami" powinny się przede mną strzec, bo nie przejdę obok nich obojętnie. Jestem zdania, że czasem najmniejsze akcenty potrafią być wisienką na torcie. Poniżej moje ostatnie zdobycze...

Postanowiliśmy, że w salonie wszystkie dodatki będą w kolorze srebra więc minimalistyczne świeczniki nadadzą się idealnie. Co do świeczek, chciałam jakieś białe lub brązowe, ale zapach tych różowych totalnie zawrócił mi w głowie. Kupione w F&F home.
Latarenki to kolejne akcesoria bez, których nie mogłam się obejść. Kupione w Jysk.
Marzyła mi się cała ściana w białych klimatycznych ramkach z czarno-białymi zdjęciami, więc ciągle kompletuję ich ilość. Nie mogę się doczekać efektu końcowego. Kupione w Empiku.
Jeśli jesteśmy już przy temacie Empiku. Te szklanki zauroczyły mnie już jakiś czas temu, a teraz były w promocji -50%, więc tym razem odmówić sobie nie mogłam. Kupiłam sobie 2 wysokie i 4 niskie.
Moskitierę chyba najtrudniej było zdobyć. Obeszłam wiele sklepów, a na końcu, zupełnie przypadkowo znalazłam ją w Lidlu. Kto by się spodziewał. Mały dywanik i biały koszyczek, którego użyję na gazety kupiłam w Jysk.
Jednak satysfakcja przy tych zakupach nie umywa się do satysfakcji zakupów sprzętu agd. Nigdy nie rozumiałam jak moja mama, babcia, mama Mariusza czy jakakolwiek inna kobieta w rodzinie mogła się cieszyć np. z nowej pralki, lodówki, ekspresu do kawy czy robota kuchennego. Heh. Teraz już wiem! :)